poniedziałek, 11 sierpnia 2008, 21:03 /
30
Dźwięk, którego po pewnym razie nie lubię. Nie ma sensu zmieniać tego dźwięku. Odsłonić rolety, ziewnąć. Wypracowane schematy. Szorujemy z każdej strony od zewnątrz, na powierzchni, potem wewnątrz. Dwa spojrzenia na zegar, trzy razy po schodach. Trzask. Osiem razy dzień dobry, kilka razy cześć, kilka bezsensownych uśmiechów. Tysiące kliknięć w klawiaturę, połowę z tego w myszkę. Myśl przechodząca przez głowę, odgoniona jak natrętna mucha. Napić się wody, najlepiej kilka kubków. Zegar, idziemy. Trochę muzyki, zmęczone oczy, kilka kęsów czegoś co jakiś czas. Słowa. Poduszka, najlepiej jak jest duża i miękka.
Kiedy zabraknie mi słów zniknę zupełnie.